Subiektywnie o monitorach szerokogamutowych

Wszystkich zaglądających na Pixelworks przepraszam za ostatnie dni „ślubnej” nieobecności. Czerwiec zaowocował nowymi zdjęciami, nowymi wydrukami, nowymi doświadczeniami! Obiecuję się jednak poprawić i kolejne wpisy umieszczać systematycznie (a na pewno – systematyczniej). W najbliższym czasie pozostanę na blogu przy tematyce dotyczącej zarządzania kolorem. Już za tydzień, dzięki uprzejmości Pana Krzysztofa z Colour Confidence, będę testował przedstawione we wcześniejszej notatce nowe kalibratory X-Rite. Zamierzam sprawdzić ich skuteczność w ustawianiu „trudnych” monitorów: ekranu szerokogamutowego oraz wyświetlacza z podświetleniem LED-owym. Wcześniejsze generacje kolorymetrów mogły nie zapewnić odpowiedniej precyzji pomiaru i kalibracji tego rodzaju wyświetlaczy. Jakie okażą się nowe kalibratory? Będę informował na Pixelworks.

Jeden z owoców moich czerwcowych poczynań. Spokojnie! Użyjemy tego zdjęcia w dalszej części notatki.

W dzisiejszym wpisie rozwinę wątek, rozpoczęty we wcześniejszej notatce „Czy potrzebuję monitora szerokogamutowego do obróbki zdjęć?”, o moją subiektywną opinię w tej kwestii.

Wybierając ekran do pracy, zwykle przyjmujemy uproszczone założenie, że monitor dysponujący większą paletą barw (w domyśle – szerokogamutowy, z przestrzenią własną zbliżoną do Adobe RGB) zapewni dokładniejszy podgląd zdjęć od monitora z paletą mniejszą (czyli tradycyjnego – wąskogamutowego, z przestrzenią własną zbliżoną do sRGB lub mniejszą). Stwierdzenie to jest oczywiście prawdziwe, ale nie uwzględnia kilku dodatkowych aspektów – szczególnie jeżeli zamierzamy nasze prace oglądać i pokazywać nie tylko na własnym wyświetlaczu.

Kolorowa bryła reprezentuje barwy występujące na powyższym zdjęciu. Szara siatka wyznacza granice przestrzeni sRGB. Chociaż obraz był edytowany w przestrzeni Adobe RGB, to jasno widać, że paleta sRGB w zupełności wystarczyłaby do obróbki (jako przestrzeń robocza w programie) i oglądania (jako przestrzeń monitora) tej fotografii.

Wykres ponownie przedstawia bryłę, wykreślającą zakres rzeczywistych barw na zdjęciu, otoczoną szarą siatką reprezentującą granice przestrzeni drukarki Epson SPR3000. Na pierwszy rzut oka można mieć wrażenie, że na odbitce zmieszczą się wszystkie barwy z fotografii. Bliższa inspekcja dowodzi jednak, że części detali w światłach i cieniach nie uda się zreprodukować "w punkt" na papierze.

Podstawową sprawą, na którą należy zwrócić uwagę, to odmienność przestrzeni barwnych, jakimi posługujemy się podczas edycji zdjęcia. Jeżeli przyjmiemy, że pracę rozpoczynamy od otwarcia pliku RAW, a kończymy na wydruku – to po drodze spotkamy się z przynajmniej czterema przestrzeniami barwnymi, które niekoniecznie będą ze sobą zgodne. Są to kolejno: przestrzeń kolorów faktycznie utrwalonych na fotografii (inaczej mówiąc – natywna przestrzeń zdjęcia), przestrzeń standardowa sRGB, Adobe RGB lub inna (stosowana do edycji zdjęcia i wymiany pliku z innymi osobami) oraz przestrzenie urządzeń – monitora i drukarki.

Klasyczna niezgodność przestrzeni występuje w sytuacji, w której monitor nie jest w stanie wyświetlić wszystkich barw obecnych na zdjęciu. Całkiem sensownym rozwiązaniem problemu byłoby zastąpienie takiego ekranu lepszym monitorem, dysponującym większą paletą barw – najlepiej z gamutem zbliżonym do standardowej przestrzeni Adobe RGB, używanej w trakcie edycji obrazu. Przyjmijmy, że mamy już taki monitor, na którym możemy oglądać i poprawiać zdjęcia bez obawy o przycięcie lub zastąpienie skrajnych tonów kolorami o mniejszym nasyceniu w celu wiernej reprodukcji fotografii na ekranie.

Na potrzeby tego wpisu wróciłem do jednego z moich starszych zdjęć. Pierwotna wersja fotografii (po lewej stronie) edytowana była - podobnie jak każda moja praca - w przestrzeni Adobe RGB. Po przeanalizowaniu kolorów okazało się, że fotografia ta miała przycięte najbardziej jaskrawe tony. Na potrzeby notatki wróciłem do oryginalnego pliku RAW i wywołałem go ponownie, tym razem korzystając z bardzo pojemnej przestrzeni roboczej Pro Photo RGB (po prawej stronie). Zdjęcia różnią się między sobą. Niestety nie byłem w stanie przywołać z pamięci wcześniejszych ustawień. Skorzystałem za to ze swobody, jaką dała mi ponowna praca z tą fotografią, i zauważalnie zwiększyłem nasycenie kolorów na nowej wersji zdjęcia. Ogólnie mniejsze nasycenie fotografii po lewej stronie nie jest jednak skutkiem wspomnianego przycięcia jaskrawych tonów - a jedynie słabszego podkręcenia barw przy pierwszej obróbce.

Z kolejną niezgodnością przestrzeni spotykamy się po zakończeniu obróbki, a przed wydrukowaniem fotografii. Zazwyczaj gamut urządzenia drukującego – mówiąc obrazowo – ma zupełnie inny kształt od gamutu monitora, nawet naszego hipotetycznego wyświetlacza szerokogamutowego. Oznacza to, że nawet jeśli mamy opracowaną fotografię z intensywnymi barwami dobrze widocznymi na ekranie, to nie możemy być pewni czy taką kolorystykę otrzymamy na odbitce. A właściwie to powinniśmy być pewni, że na wydruku będzie przynajmniej odrobinę inaczej niż jest na ekranie. Wynika to nie tylko z rozbieżności gamutów obu urządzeń, o czym za chwilę. Decydują tutaj również uwarunkowania techniczne (monitor świeci „własnym” światłem, a odbitka musi zostać oświetlona jakąś lampą) i biologiczne (indywidualna umiejętność rozróżniania różnych tonów, sposób postrzegania kolorów na ekranie i odbitce zależny od warunków oświetleniowych w pomieszczeniu, w którym dokonujemy obserwacji).

Co bardzo istotne – gamuty współczesnych „plujek”, korzystających z przynajmniej ośmiu tuszy i podłoży fotograficznych wysokiej klasy, potrafią „wyjść” poza przestrzeń standardową Adobe RGB, a tym samym poza zbliżone kształtem przestrzenie monitorów szerokogamutowych. Nie oznacza to, że przestrzeń drukarki jest większa (w sensie całkowitej pojemności) od przestrzeni Adobe RGB czy przestrzeni profesjonalnego wyświetlacza – a jedynie tyle, że w palecie urządzenia drukującego istnieją kolory niedostępne w ramach Adobe RGB. Można więc sobie wyobrazić tak opracowane zdjęcie, zawierające barwy niemożliwe do wyświetlenia nawet na drogim, profesjonalnym ekranie szerokogamutowym, które bez problemu uda się zreprodukować na papierowej odbitce.

Wykres przedstawia bryłę z kolorów, pojawiających się na powyższym zdjęciu, na tle palety Adobe RGB (szara siatka). Mamy tu do czynienia z ewidentną niezgodnością dwóch przestrzeni kolorów: natywnej przestrzeni fotografii i przestrzeni roboczej. Próba edycji zdjęcia o tak intensywnych, jaskrawych kolorach w zbyt wąskiej przestrzeni roboczej definitywnie zakończy się obcięciem części skrajnych tonów.

Powyższe zestawienie to ponownie bryła kolorów ze zdjęcia tym razem na tle siatki wykreślającej przestrzeń monitora szerokogamutowego Eizo ColorEdge CG241W. Również tutaj występuje niezgodność obu przestrzeni. W tej sytuacji monitor nie będzie w stanie wyświetlić części najbardziej jaskrawych kolorów obecnych na zdjęciu.

Trzeci wykres jest zestawieniem natywnej przestrzeni fotografii i przestrzeni kolorów dostępnych na drukarce Epson SPR3000. Także i w tym przypadku pojawia się niezgodność obu gamutów. Oznacza to, że na wydruku nie uda się zreprodukować części tonów "w punkt".

Warto tutaj poruszyć jeden aspekt, zwykle zupełnie pomijany w dyskusjach o monitorach szerokogamutowych. Do tej pory bazujemy na założeniu, że edytowane zdjęcia muszą mieć barwy zbliżające się do granic bardzo pojemnych gamutów, stosowanych przez profesjonalistów – włączając w to wspominane Adobe RGB i Pro Photo RGB. Chociaż sam posługuję się w mojej pracy przestrzenią roboczą Adobe RGB, używam jej bardziej dla zapewnienia sobie marginesu bezpieczeństwa podczas edycji prac, niż z rzeczywistej potrzeby. O co chodzi? Wróćmy na moment do natywnej przestrzeni kolorów zdjęcia. Zazwyczaj „pierwotna” paleta barw nieskorygowanej fotografii w zupełności mieści się w uznawanym za wąski, standardowym gamucie sRGB. Dopiero podczas obróbki, szczególnie po ingerencji w układ barw na zdjęciu, może wystąpić niezgodność natywnej przestrzeni obrazu z roboczą przestrzenią sRGB. Użycie pojemniejszej przestrzeni w miejsce sRGB zabezpiecza moje fotografie przed ewentualnością obcięcia kolorów w trakcie edycji.

Gdybyśmy to samo zdjęcie edytowali w przestrzeni roboczej Adobe RGB (w której ze względu na jej zakres doszłoby do przycięcia jaskrawych tonów na fotografii) i oglądali je na hipotetycznym monitorze o gamucie dokładnie odpowiadającym "wąskiej" przestrzeni sRGB, to mielibyśmy do czynienia z sytuacją odwzorowaną na wykresie powyżej. Wyraźnie widać w których miejscach bryła natywnej palety fotografii została ograniczona przez granice palety Adobe RGB. Co jednak ważniejsze - taki hipotetyczny monitor byłby w stanie wyświetlić tak edytowane zdjęcie niemal bez przekłamań.

Ostatni wykres jest zestawieniem natywnej palety kolorów fotografii wyedytowanej w przestrzeni roboczej Adobe RGB na tle przestrzeni kolorów drukarki Epson SPR3000. Widać tutaj wyraźnie, że większość barw ze zdjęcia bezpiecznie mieści się w gamucie drukarki (podobnie jak w przypadku fotografii Pary Młodej z początku notatki). Można się więc spodziewać, że odbitka będzie odpowiadać naszym oczekiwaniom.

O analogicznym marginesie bezpieczeństwa możemy mówić w dyskusji o monitorach szerekogamutowych. Nie powinniśmy dać się zwieść zachętom o bardziej nasyconych kolorach na takich wyświetlaczach. Takie hasła są kuszące, ale też w pewnym stopniu mijają się z prawdą. W rzeczywistości najczęściej będziemy mieli do czynienia ze zdjęciami, których kolory można prawidłowo i bez stresu wyświetlić na monitorze wąskogamutowym z przestrzenią zbliżoną do sRGB. Sporo urządzeń średniej klasy spełnia ten wymóg – problem może natomiast wystąpić w przypadku notebooków i zupełnie tanich ekranów z panelami typu TN. Wyświetlacz szerokogamutowy zapewnia ten dodatkowy margines bezpieczeństwa w momencie, kiedy podczas edycji pojawiają się na zdjęciu barwy spoza „wąskiej” przestrzeni sRGB. Natomiast pojęcie „szeroki gamut” samo w sobie nie jest dla mnie kluczowym argumentem przy doradzaniu zakupu takiego właśnie ekranu do pracy.

Remedium na wszelkie opisane powyżej niezgodności przestrzeni barwnych pozostaje używany z głową system zarządzania kolorami (czyli CMS – Color Management System). Dzięki CMS możemy analizować i przewidywać w jakich obszarach wystąpi niezgodność gamutów, kiedy i jak kolory będą przycinane i konwertowane oraz jak zostaną odwzorowane po wydrukowaniu. Mając w ręku taki mechanizm, możemy zupełnie spokojnie podchodzić do edycji zdjęć – nawet jeżeli mamy do dyspozycji ekran klasy niższej niż profesjonalna. Dodatkową wskazówką powinno być myślenie o obróbce fotografii w kategoriach papierowej odbitki, na której i tak nie da się zreprodukować wszystkich ekranowych barw, zamiast zaprzątania sobie głowy ideą stworzenia stanowiska pracy z wyświetlaczem zdolnym do pokazania każdej możliwej barwy. Mimo znacznych możliwości współczesnego sprzętu, w prawdziwym świecie przez większość czasu i tak będziemy poruszać się w raczej węższej niż szerszej przestrzeni kolorów.

X-Rite: dwa nowe kalibratory do monitorów dla fotografów

Kilka dni temu firma X-Rite zaprezentowała dwa nowe urządzenia: ColorMunki Display i i1Display Pro. Są to kolorymetry, umożliwiające pomiar, kalibrację i profilowanie monitorów komputerowych oraz projektorów. Kierowane są do fotografów i grafików. Oba produkty zastąpią jeden z najbardziej popularnych kalibratorów w historii: model i1Display 2 – z którego, nawiasem mówiąc, sam korzystałem przez dłuższy czas. O sile popularności tego już dość wiekowego urządzenia decyduje wiele czynników. I1Display 2 jest zgodny z różnorodnym oprogramowaniem profilującym firm trzecich oraz aplikacjami do konfiguracji ekranów, oferowanymi przez producentów monitorów profesjonalnych. Sam kolorymetr doczekał się kilku wcieleń – był sprzedawany pod różnymi nazwami w firmowych zestawach do kalibracji wyświetlaczy.

Nowe kalibratory od X-Rite: po lewej i1Display Pro, po prawej ColorMunki Display.

Odejście i1Display 2 i zastąpienie tego kalibratora nowymi modelami zostało niejako wymuszone rozwijającym się rynkiem monitorów komputerowych. Czujnik zaprojektowany został jeszcze w czasach, kiedy profesjonaliści pracowali na monitorach typu CRT (tych ze szklanym kineskopem). Chociaż kolorymetr przystosowany został do ekranów LCD, to ze względu na zasadę działania i budowę radził sobie słabiej z nowoczesnymi wyświetlaczami, wykorzystującymi podświetlenie LED zamiast świetlówkowego, oraz z ekranami szerokogamutowymi. Mówiąc krótko – w zastosowaniach wymagających dużej precyzji w odwzorowaniu kolorów, i1Display 2 często nie jest już w stanie sprostać narzuconym rygorom. (Jakkolwiek należy wspomnieć, że kolorymetr ten po „dokalibrowaniu” spektrofotometrem do konkretnego egzemplarza monitora może ciągle być sprawnym narzędziem do kalibracji i profilowania – dotyczy to również wspomnianych firmowych zestawów, zawierających wersję i1Display 2 dopasowaną właśnie do danego modelu wyświetlacza.)

Kalibrator ColorMunki Display w pozycji roboczej na monitorze.

Nowe kalibratory X-Rite są odpowiedzią na bieżące potrzeby rynku. Ponieważ większość użytkowników nie ma czasu zajmować się takimi kwestiami, jak wspomniane „kalibrowanie kalibratora”, wygodniejszym dla nich rozwiązaniem będzie użycie takiego czujnika i oprogramowania, które będą „naturalnie” pasowały do już stosowanych narzędzi pracy. Zgodnie ze specyfikacjami, zarówno prostszy ColorMunki Display, jak i oferujący większe możliwości i1Display Pro, powinny sobie poradzić z klasycznymi monitorami z podświetleniem CCFL, z ekranami podświetlanymi diodami LED (białymi lub RGB) oraz z urządzeniami szerokogamutowymi (czyli o palecie dostępnych barw wykraczających poza przestrzeń sRGB).

X-Rite ColorMunki Display...

Oba czujniki różnią się przede wszystkim dostarczonym oprogramowaniem (tzw. „profilerem”). ColorMunki Display obsługiwany jest przez aplikację ColorMunki. Najprawdopodobniej będzie to wersja oprogramowania, oferowanego obecnie ze spektrofotometrem ColorMunki Photo i – niestety – dającego stosunkowo niewielkie możliwości określania pożądanych docelowych parametrów pracy monitora. Większość osób z grona potencjalnych nabywców tego urządzenia najprawdopodobniej i tak będzie ustawiać swój monitor do standardowych parametrów (temperatura bieli 6500K, jasność 100–120 cd/m2, gamma 2,2 na komputerach PC), więc ograniczenia narzucone przez profiler nie powinny stanowić poważniejszego problemu. Patrząc z drugiej strony nadmiar parametrów do określenia może „zaszkodzić” niedoświadczonym użytkownikom, stąd zawężenie możliwości ColorMunki Display wydaje mi się słusznym posunięciem.

... i niemal identyczny X-Rite i1Display Pro.

Zaawansowany i1Display Pro pracuje pod kontrolą aplikacji i1Profiler, spotykanej również z profesjonalnymi spektrofotometrami z rodziny i1Pro. Oprogramowanie to daje nieporównywalnie większe możliwości definiowania celów kalibracyjnych. Z tego względu kalibrator będzie odpowiedni dla bardziej wymagających użytkowników, z różnych powodów stosujących niestandardowe ustawienia monitorów.

Zaprezentowane kolorymetry X-Rite umożliwiają kalibrowanie i profilowanie monitorów komputerowych...

Kartą przetargową może być większa szybkość działania czujnika i1Dislay Pro. Według producenta kalibrator ten dokonuje pomiarów aż pięciokrotnie szybciej od ColorMunki Display. W praktyce oznacza to zauważalne skrócenie czasu niezbędnego do przygotowania monitora do pracy. Trudno wyrokować czy jest to zasługa samego kalibratora, czy też jest to skutkiem inaczej pracującego oprogramowania. Gdybym miał zgadywać, to stawiałbym raczej na oprogramowanie. Oba czujniki są wizualnie bardzo podobne, co może oznaczać również zbliżoną budowę wewnętrzną (a to z kolei, zgodnie z duchem obecnych czasów, pozwala ograniczyć producentowi koszty wytwarzania). Gdyby faktycznie tak było, to jest to dobra wiadomość dla osób, które chcą kupić tańszy czujnik ColorMunki Design i używać go z jakimś alternatywnym oprogramowaniem o większej funkcjonalności (np. mój ulubiony Argyll CMS).

... oraz projektorów. Obracana nasadka w obu urządzeniach ma kilka zastosowań: chroni optykę, zawiera mleczną kopułkę do pomiaru światła zastanego oraz stanowi podstawkę w trybie kalibracji rzutników.

Oprogramowanie obu kalibratorów zapewnia kilka dodatkowych, przydatnych funkcji. Jedną z nich jest możliwość pomiaru światła otoczenia (Ambient Light Measurement), przydatna do określenia optymalnej jasności obrazu w trakcie pracy. Mechanizm Ambient Light Smart Control umożliwia stałe korygowanie ustawień zgodnie ze zmieniającymi się warunkami oświetleniowymi przy komputerze. Funkcja Flare Correct może się przydać osobom, które korzystają z monitorów bez dodatkowej osłony zapobiegającej występowaniu odblasków na powierzchni ekranu. Działa ona na zasadzie porównania jasności obrazu z czujnikiem umieszczonym bezpośrednio na monitorze, a następnie z sensorem odsuniętym o około 30 cm od wyświetlacza, i wprowadzenia odpowiedniej korekty w ustawieniach. Oprogramowanie kolorymetru i1Display Pro zapewnia dodatkowo możliwość sprawdzenia temperatury bieli i równomierności podświetlenia w dziewięciu punktach ekranu.

Zgodnie z zapowiedziami, oba kalibratory mają pojawić się w sprzedaży na terenie USA jeszcze w czerwcu. U polskich sprzedawców czujniki są już dostępne w katalogach, jednak brak ich w magazynach. Ceny na naszym rynku to około 700 zł za ColorMunki Display i około 1000 zł za i1Display Pro.

Czy potrzebuję monitora szerokogamutowego do obróbki zdjęć?

Czy potrzebuję monitora szerokogamutowego do obróbki zdjęć? Ekrany szerokogamutowe z jednej strony uznawane są za przyszłościowe w fotografii i cyfrowej obróbce obrazu, z drugiej ze względu na swoje właściwości mogą sprawić problem w systemach komputerowych z jedynie częściowym zarządzaniem kolorem. W dzisiejszym wpisie wyjaśnię kilka wątpliwości, narosłych wokół tej klasy urządzeń.

Powyższe zdjęcie zostało wywołane z pliku RAW i wyedytowane w przestrzeni Adobe RGB (dla porządku dodam, że na monitorze wąskogamutowym). Gdybym skorzystał z przestrzeni sRGB podczas obróbki, musiałbym się liczyć z "obcięciem" najbardziej intensywnych żółtych tonów, występujących na ustach modelki. Po prawej stronie szarym kolorem zaznaczono obszary fotografii, których kolory wychodzą poza sRGB.

Na początek podstawowa kwestia – co to jest monitor szerokogamutowy? Jest to rodzaj ekranu komputerowego umożliwiający wyświetlenie kolorów znajdujących się poza przestrzenią barw sRGB.

Gamut sRGB opracowany został w połowie lat 90-tych przez firmy Microsoft i HP jako standardowa przestrzeń kolorów monitorów, drukarek, skanerów, aparatów fotograficznych i innych urządzeń komputerowych, stosowanych przy obróbce obrazu. Stwierdzenie, że dane urządzenie jest zgodne z sRGB nie oznacza jednak, że rejestruje lub reprodukuje ono wszystkie odcienie dostępne w tej palecie. Zgodność wskazuje jedynie na możliwość interpretacji pozyskiwanych, wyświetlanych lub drukowanych barw w ramach gamutu sRGB.

Powyższa ilustracja przedstawia przestrzeń sRGB (szara siatka) i gamut ekranu notebooka Fujitsu Siemens Amilo Pro V3205 (kolorowa bryła). Wydawać by się mogło, że wszystkie kolory tego - jakby nie patrzeć - słabego wyświetlacza powinny pomieścić się w przestrzeni sRGB...

...tymczasem po dokładnym obejrzeniu obu rzutów można znaleźć obszar, w którym gamut monitora "wyskakuje" nieznacznie poza sRGB.

Natywna (czyli własna, indywidualna dla każdego urządzenia) paleta kolorów poszczególnych urządzeń zazwyczaj będzie odmienna objętościowo od sRGB. Jeżeli przy pomocy odpowiedniej aplikacji analitycznej zaczniemy generować i nakładać na siebie trójwymiarowe reprezentacje gamutu sRGB i gamutów monitorów i drukarek, prędko zauważymy jak bardzo palety natywne mogą różnić się od palety sRGB. W przypadku tanich monitorów komputerowych i ekranów w laptopach może się okazać, że wyświetlacze te – mimo, iż są zdolne do wyświetlenia „zaledwie” przykładowych 60% kolorów z sRGB – operują kolorami spoza przestrzeni standardowej. Różnice będą szczególnie wyraźnie w porównaniu gamutu monitora, używanego do obróbki zdjęć, z gamutem drukarki, stosowanej do wykonania papierowych powiększeń fotografii. Ich trójwymiarowe reprezentacje będą miały znacząco inne kształty, co wskazuje na inny zestaw kolorów możliwych do zreprodukowania.

Graficzna reprezentacja przestrzeni sRGB (kolorowa bryła) i Adobe RGB (szara siatka). Wykorzystując Adobe RGB jako przestrzeń do edycji zdjęć, dysponujemy zapasem kolorów intensywnie nasyconych - zwłaszcza w kierunku zieleni i turkusu.

Aby pogodzić rozbieżne gamuty monitorów i drukarek, do celów poligraficznych opracowana została inna standardowa przestrzeń kolorów o nazwie Adobe RGB, pojemniejsza od palety sRGB (zwłaszcza w kierunku mocno nasyconych odcieni koloru zielonego i turkusowego). Użycie Adobe RGB do pozyskiwania zdjęć z aparatu lub skanera i następnie obróbki prac na komputerze pozwala uchronić zarejestrowane intensywne barwy przed obcięciem – nieuniknionym gdyby w miejsce Adobe RGB zastosować sRGB. Kwestia ta ma szczególne znaczenie, kiedy drukujemy nasze prace na urządzeniach operujących większą liczbą barwników (np. ośmioma tuszami w miejsce standardowych czterech kolorów CMYK) i zdolnych do odwzorowania odcieni spoza palety sRGB.

Porównanie przestrzeni kolorów monitora Eizo ColorEdge CG241W (kolorowa bryła) i przestrzeni Adobe RGB (szara siatka) ukazuje stosunkowo niewielkie różnice pomiędzy tymi dwoma gamutami.

Natywna paleta barw monitora szerokogamutowego jest ze względów praktycznych zwykle zbliżona objętościowo do przestrzeni Adobe RGB. W specyfikacjach profesjonalnych ekranów LCD często można spotkać określenie: monitor wyświetla 95% kolorów Adobe RGB. Ta informacja oznacza, że mamy do czynienia z urządzeniem zdolnym do reprodukcji kolorów spoza sRGB (który to gamut oferuje około 70% kolorów z palety Adobe RGB). Warto w tym miejscu uzmysłowić sobie, że przykładowe stwierdzenie o pokryciu 95% kolorów z Adobe RGB nie oznacza, że monitor wyświetla tylko tyle odcieni. Pamiętajmy wcześniejszą uwagę o zgodności urządzeń ze standardową przestrzenią barwną. W przypadku monitorów szerokogamutowych często jest tak, że do dyspozycji mamy faktycznie 95% odcieni z Adobe RGB oraz dodatkowo pewną pulę kolorów spoza tej przestrzeni, dostępną w ramach natywnej palety barw wyświetlacza. Podobnie jest z zaawansowanymi drukarkami, które reprodukują powiedzmy 50-60% barw Adobe RGB, ale dodatkowo oferują pewien zestaw odcieni wykraczający poza tę przestrzeń (najczęściej w kierunku koloru żółtego, turkusowego i magenta).

O ile bryły, reprezentujące gamuty monitorów, zazwyczaj w większym lub mniejszym stopniu przypominają bryły przestrzeni sRGB lub Adobe RGB, o tyle gamuty drukarek fotograficznych mają zupełnie inne kształty. Na ilustracji wyraźnie widać, że na wydruku z Epsona SPR3000 na papierze Ilford Galerie Gold Fibre Silk (kolorowa bryła) nie uzyskamy wszystkich kolorów dostępnych w przestrzeni Adobe RGB (szara siatka).

Korzystając z monitora szerokogamutowego, odpowiednio skalibrowanego i oprofilowanego, możemy więc liczyć na wierniejsze i doskonalsze – niż w przypadku ekranu z paletą w okolicach sRGB – przybliżenie kolorystyki obrazu, który następnie zamierzamy zreprodukować na papierze. Mając do dyspozycji profil ICC monitora i drukarki możemy zasymulować w Photoshopie (lub innej aplikacji graficznej z funkcją soft-proofingu) wygląd obrazu po wydruku, sprawdzając przy okazji które odcienie zostaną obcięte na skutek niezgodności przestrzeni barwnych. Taka weryfikacja jest możliwa na monitorach klasycznych i szerokogamutowych, jednak w przypadku ekranów z paletą bliską Adobe RGB łatwiej o wizualną ocenę jakości kolorów na zdjęciu.

Warto sobie uzmysłowić, że zaawansowane drukarki fotograficzne, korzystające z więcej niż czterech tuszów, pozwalają uzyskać na odbitkach odcienie wychodzące poza - wydawałoby się - bardzo pojemną przestrzeń Adobe RGB. Ilustracja powyżej to w dalszym ciągu złożenie kolorowej bryły gamutu drukarki Epson SPR3000 i przestrzeni Adobe RGB, ale oglądane z innej strony. Widać tutaj, że praktycznie w każdym kierunku (zwłaszcza w żółciach i pomarańczach) drukarka dysponuje pewnym zapasem kolorów spoza Adobe RGB.

Monitor szerokogamutowy powinien być więc ułatwieniem podczas pracy ze zdjęciami. Zazwyczaj tak faktycznie jest, jednak w pewnych sytuacjach taki wyświetlacz może sprawić problem użytkownikowi. Podstawowym i najważniejszym źródłem kłopotów jest użycie programów nie obsługujących mechanizmów zarządzania kolorem. Chodzi o różnorodne aplikacje: od przeglądarek graficznych i przeglądarek internetowych, przez odtwarzacze wideo, po gry komputerowe. Takie aplikacje nie są „świadome” potężnego natywnego gamutu monitora (opisanego choćby w profilu ICC wyświetlacza, ustawionego w systemie operacyjnym) i uznają, że ekran wyświetla kolory z zakresu sRGB. Skutkuje to zbyt dużym nasyceniem barw. Najprostszym rozwiązaniem jest włącznie w menu monitora trybu zgodności z sRGB (o ile taki tryb jest dostępny), w którym intensywność wyświetlanych kolorów powinna zostać ograniczona. Korzystając z tej metody trzeba jednak pamiętać o przestawieniu ekranu w „szerszy” tryb pracy podczas edycji zdjęć w oprogramowaniu prawidłowo zarządzającym kolorami.

Powyższe zestawienie bardzo przypomina poprzedni przykład. Kolorowa bryła to ciągle gamut drukarki Epson SPR3000. Siatka wyznacza zakres gamutu profesjonalnego monitora Eizo ColorEdge CG241W. Ponownie mamy do czynienia z kolorami możliwymi do wydrukowania, a wychodzącymi poza szeroki gamut wyświetlacza.

Inny problem dotyczy utrudnionej kalibracji i profilowania ekranów szerokogamutowych – czynności koniecznych do zapewnienia wiernego odwzorowania kolorów. Ze względu na specyfikę działania, tańsze standardowe urządzenia kalibracyjne, zwane kolorymetrami (np. i1 Display 2, ColorMunki Create, Spyder2Express i inne), nie zapewniają odpowiedniej precyzji pomiaru, co może skutkować błędnym opisaniem charakterystyki monitora w profilu ICC. Do wykonania prawidłowej kalibracji i profilowania ekranów tej klasy niezbędny jest droższy spektrofotometr (i1Pro, ColorMunki Photo i inne) lub kolorymetr dostosowany przez producenta do konkretnego modelu wyświetlacza.

Zatem czy wybór monitora szerokogamutowego do obróbki zdjęć jest zasadny? To zależy od charakteru naszej pracy. Generalnie rzecz biorąc, jeżeli fotografujemy dla własnej przyjemności, oglądamy i prezentujemy obraz najczęściej w postaci cyfrowej, a nasze zdjęcia nie wymagają precyzyjnego dopasowania do wydruku – paleta barw monitora, bliska Adobe RGB, nie jest niezbędna do obróbki fotografii. Z kolei przy wykonywaniu zleceń komercyjnych, podczas edycji obrazu kończącej się drukowaniem zdjęć na urządzeniach wysokiej klasy, do soft-proofingu przed drukowaniem w drukarni – prawidłowo skalibrowany i oprofilowany monitor szerokogamutowy znacząco ułatwi edycję fotografii. Ułatwi – co nie oznacza, że jest niezbędny do wykonania wymienionych zadań. Większe znaczenie ma bowiem prawidłowe użycie mechanizmów zarządzania kolorem – a więc prawidłowe wykonanie i zastosowanie profili ICC dla monitora i drukarki.

Niezależnie od planowanego przeznaczenia, wybór profesjonalnego ekranu graficznego (np. NEC PA, Eizo ColorEdge i SX, etc.) nie oznacza wyłącznie możliwości wyświetlenia barw spoza palety sRGB. W tej klasie monitorów spotyka się szereg innych przydatnych funkcji użytkowych, niedostępnych w sprzęcie domowym i biurowym. Chodzi między innymi o możliwość sprzętowej kalibracji kolorów (w tym o możliwość ograniczenia palety barw do węższego gamutu, np. sRGB), stabilizację jasności i kolorystyki zgodnie ze zmieniającymi się warunkami otoczenia pracy, dodatkowe oprogramowanie do zmiany ustawień z poziomu komputera, lepsze usługi serwisowe, dłuższą gwarancję, etc.

Historia zielonego liska

Wczoraj wieczorem w celach testowych zainstalowałem Firefoxa 4. Tak, chodzi o tę przeglądarkę WWW, pozornie nie mającą wiele wspólnego z fotografią. Ale tylko pozornie – jest to bowiem jeden z nielicznych tego typu programów, wyposażonych w mechanizmy zarządzania barwą. Funkcja ta ma w założeniu odpowiadać za poprawne odwzorowanie kolorów na zdjęciach umieszczonych na stronach internetowych, jednak – jak pokazało życie – może ona sprawić poważny kłopot.

Uproszczona zasada działania tego mechanizmu jest następująca: z internetu pobierana jest strona ze zdjęciami, sprawdzane są profile ICC przypisane (lub pominięte) do plików graficznych i następuje konwersja informacji o barwach do uniwersalnej przestrzeni kolorów. Dalej mechanizm zarządzania barwą wykonuje jeszcze jedną konwersję barw – tym razem z przestrzeni uniwersalnej. Używany do tego jest profil ICC, przypisany w systemie operacyjnym do monitora, na którym wyświetlane jest okno przeglądarki. Tak przetworzone dane trafiają do pamięci karty graficznej i stąd – prosto na ekran. Dzięki całemu cyklowi możemy cieszyć oko fotografiami „trzymającymi” kolorystykę zgodną z intencjami ich autora. Pod dwoma wszakże warunkami – zdjęcia na serwerze muszą mieć dołączone prawidłowe profile źródłowej przestrzeni kolorów (np. sRGB, Adobe RGB, etc.) oraz używany przez nas monitor musi być poprawnie skalibrowany i oprofilowany.

Do włączenia trybu zarządzania kolorem w Firefoxie 4 niezbędna jest zmiana wartości parametru gfx.color_management.mode w zaawansowanych opcjach przeglądarki.

Firefox, począwszy od wersji 3.5, może operować w trzech trybach. W trybie 0 mechanizm zarządzania barwą jest wyłączony. W trybie 1 przeglądarka wykonuje konwersję wszystkich informacji o kolorze na stronie internetowej: zdjęć oraz graficznych elementów kodu HTML, zawierających znaczniki definiujące barwę poszczególnych elementów strony. W ostatnim dostępnym trybie o numerze 2 przetwarzaniu przez mechanizm zarządzania barwą podlegają wyłącznie zdjęcia z przypisanym profilem źródłowym. Domyślne ustawienie w obecnych wersjach Firefoxa to 2. Aby sprawdzić lub zmienić tryb pracy programu, należy w pasku adresu wpisać about:config, odnaleźć klucz gfx.color_management.mode, zmienić jego wartość i ponownie uruchomić aplikację.

Szturchaniec Ewy i Piotra http://www.ewaipiotr.pl/ w swoich naturalnych kolorach.

Mimo, iż włączenie mechanizmu zarządzania kolorem w „lisku” ma w założeniu zapewnić właściwe odwzorowanie barw podczas przeglądania stron internetowych, to nie należy całkowicie polegać na tej funkcji. Najważniejszym ogniwem w opisanym powyżej cyklu jest profil ICC monitora. W zależności od sposobu jego wygenerowania, zarządzanie barwą w Firefoxie działa prawidłowo lub przeciwnie – może zupełnie wyłożyć przeglądarkę w trakcie surfowania nie tylko po fotograficznych galeriach w internecie.

Firefox w trybie 2 zarządza wyłącznie kolorem zdjęć umieszczonych na stronie internetowej. Tutaj przykład błędnej interpretacji barw na skutek użycia nieobsługiwanego przez Firefoxa profilu monitora.

Pierwszą przyczyną kłopotów może być wersja profilu ICC. Obecnie w użyciu są profile w dwóch standardach: V2 i V4. Chociaż norma ICC V4 jest nowsza i bardziej rozbudowa wobec ICC V2, to do tej pory nie została należycie rozpowszechniona i z obsługą profili monitorów wykonanych w tym standardzie bywa różnie. Firefox współpracuje z profilami V2, ale nie zapewnia wsparcia dla profili V4. Jeżeli więc mamy w systemie monitor z profilem ICC V4, to zarządzanie kolorów w Firefoxie, ustawione w tryb 1 lub 2, nie będzie działać. Jest to swoista pułapka, ponieważ nie wiedząc o tej właściwości „liska” możemy mylnie wierzyć, że program prawidłowo zarządza barwą wyświetlanych zdjęć – a tymczasem nie robi nic. Jak zaradzić takiej sytuacji? Najprościej zapewnić sobie profil w wersji V2. Jeżeli samodzielnie kalibrujemy i profilujemy użytkowany monitor, to wystarczy zadbać o ustawienie odpowiedniej opcji w oprogramowaniu profilującym (np. i1Match, ColorMunki, etc.).

W trybie 1 interpretowane są wszystkie kolory na stronie oraz - jak widać na zrzucie - również elementy okna przeglądarki. Zazwyczaj pomarańczowy przycisk Firefox ma tutaj kolor zielony.

To jednak nie koniec potencjalnych źródeł kłopotów. Okazuje się bowiem, że nawet jeżeli korzystamy z profilu monitora typu ICC V2, to Firefox może w dalszym ciągu błędnie interpretować i wyświetlać kolory. Profile mogą bowiem zawierać różne sposoby konwersji kolorów z przestrzeni uniwersalnej do przestrzeni urządzenia. Generalnie możemy mówić o dwóch sposobach przekształceń: z użyciem macierzy/krzywych (jedno- lub wielokanałowych) lub z użyciem tablic cLUT. Pierwszy sposób zapewnia wprawdzie mniejszą precyzję podczas konwersji z przestrzeni źródłowej do docelowej, ale dobrze współgra z Firefoxem (i innymi aplikacjami potrafiącymi zarządzać barwą). Profile V2 typu cLUT oferują wyższą dokładność transformacji i oferują kilka dodatkowych właściwości (ich opis wykracza poza tę notatkę), ale nie są obsługiwane przez przeglądarkę Mozilli.

Jeszcze jeden przykład niewłaściwej interpretacji kolorów przez Firefoxa na stronie DFV http://www.dfv.pl/. Przyczyną problemu jest użycie nieobsługiwanego profilu monitora ICC V2 typu cLUT.

Firefox to chyba jedyna znana mi aplikacja, obsługująca zarządzanie barwą, która nie potrafi skorzystać z profilu ICC V2 typu cLUT, jakimi posługuję się w moim komputerze. Lightroom, Photoshop czy przeglądarka FastStone – a więc programy typowo graficzne – nie mają żadnego problemu z użyciem takich profili i prawidłowym wyświetlaniem kolorów. Na „pomarańczowego liska” można łatwo zastawić pułapkę. Wystarczy wykonać profil typu cLUT w aplikacji Argyll CMS, służącej do kalibracji monitorów, drukarek czy skanerów. Domyślnie, Argyll tworzy profile cLUT w trybie swoistego bezpieczeństwa. W aplikacjach, prawidłowo korzystających z profili cLUT, obraz jest wyświetlany prawidłowo, natomiast w programach z funkcjami zarządzania barwą, nie obsługującymi cLUT, podczas wyświetlania obrazu zamieniany jest kanał czerwony z zielonym. Jeżeli Firefox ma ustawioną wartość 1 lub 2 dla parametru gfx.color_management.mode, wówczas ujrzymy nieznane wcielenie „liska” – zielone!

Dzięki parametrowi gfx.color_management.display_profile możemy użyć dodatkowego profilu monitora, innego od systemowego.

W gruncie rzeczy i ten problem można rozwiązać pewnym dodatkowym nakładem pracy. Jeżeli zależy nam, aby monitor był obsługiwany w systemie przez profil typu cLUT i jednocześnie chcemy zachować pełną funkcjonalność Firefoxa, możemy wygenerować dwa profile. Profil typu cLUT normalnie instalujemy w systemie operacyjnym. Drugi profil typu macierze/krzywe zgrywamy w bezpieczne miejsce na dysku twardym, otwieramy Firefoxa, w pasku adresu wpisujemy about:config, odnajdujemy klucz gfx.color_management.display_profile i wpisujemy tutaj nazwę pliku z tym dodatkowym profilem wraz z pełną ścieżką dostępu w strukturze folderów. Po ponownym uruchomieniu przeglądarki, będzie ona pracować w trybie zarządzania kolorów, korzystając z tego zdefiniowanego profilu ICC zamiast z profilu monitora ustawionego w systemie operacyjnym.