X-Rite: dwa nowe kalibratory do monitorów dla fotografów

Kilka dni temu firma X-Rite zaprezentowała dwa nowe urządzenia: ColorMunki Display i i1Display Pro. Są to kolorymetry, umożliwiające pomiar, kalibrację i profilowanie monitorów komputerowych oraz projektorów. Kierowane są do fotografów i grafików. Oba produkty zastąpią jeden z najbardziej popularnych kalibratorów w historii: model i1Display 2 – z którego, nawiasem mówiąc, sam korzystałem przez dłuższy czas. O sile popularności tego już dość wiekowego urządzenia decyduje wiele czynników. I1Display 2 jest zgodny z różnorodnym oprogramowaniem profilującym firm trzecich oraz aplikacjami do konfiguracji ekranów, oferowanymi przez producentów monitorów profesjonalnych. Sam kolorymetr doczekał się kilku wcieleń – był sprzedawany pod różnymi nazwami w firmowych zestawach do kalibracji wyświetlaczy.

Nowe kalibratory od X-Rite: po lewej i1Display Pro, po prawej ColorMunki Display.

Odejście i1Display 2 i zastąpienie tego kalibratora nowymi modelami zostało niejako wymuszone rozwijającym się rynkiem monitorów komputerowych. Czujnik zaprojektowany został jeszcze w czasach, kiedy profesjonaliści pracowali na monitorach typu CRT (tych ze szklanym kineskopem). Chociaż kolorymetr przystosowany został do ekranów LCD, to ze względu na zasadę działania i budowę radził sobie słabiej z nowoczesnymi wyświetlaczami, wykorzystującymi podświetlenie LED zamiast świetlówkowego, oraz z ekranami szerokogamutowymi. Mówiąc krótko – w zastosowaniach wymagających dużej precyzji w odwzorowaniu kolorów, i1Display 2 często nie jest już w stanie sprostać narzuconym rygorom. (Jakkolwiek należy wspomnieć, że kolorymetr ten po „dokalibrowaniu” spektrofotometrem do konkretnego egzemplarza monitora może ciągle być sprawnym narzędziem do kalibracji i profilowania – dotyczy to również wspomnianych firmowych zestawów, zawierających wersję i1Display 2 dopasowaną właśnie do danego modelu wyświetlacza.)

Kalibrator ColorMunki Display w pozycji roboczej na monitorze.

Nowe kalibratory X-Rite są odpowiedzią na bieżące potrzeby rynku. Ponieważ większość użytkowników nie ma czasu zajmować się takimi kwestiami, jak wspomniane „kalibrowanie kalibratora”, wygodniejszym dla nich rozwiązaniem będzie użycie takiego czujnika i oprogramowania, które będą „naturalnie” pasowały do już stosowanych narzędzi pracy. Zgodnie ze specyfikacjami, zarówno prostszy ColorMunki Display, jak i oferujący większe możliwości i1Display Pro, powinny sobie poradzić z klasycznymi monitorami z podświetleniem CCFL, z ekranami podświetlanymi diodami LED (białymi lub RGB) oraz z urządzeniami szerokogamutowymi (czyli o palecie dostępnych barw wykraczających poza przestrzeń sRGB).

X-Rite ColorMunki Display...

Oba czujniki różnią się przede wszystkim dostarczonym oprogramowaniem (tzw. „profilerem”). ColorMunki Display obsługiwany jest przez aplikację ColorMunki. Najprawdopodobniej będzie to wersja oprogramowania, oferowanego obecnie ze spektrofotometrem ColorMunki Photo i – niestety – dającego stosunkowo niewielkie możliwości określania pożądanych docelowych parametrów pracy monitora. Większość osób z grona potencjalnych nabywców tego urządzenia najprawdopodobniej i tak będzie ustawiać swój monitor do standardowych parametrów (temperatura bieli 6500K, jasność 100–120 cd/m2, gamma 2,2 na komputerach PC), więc ograniczenia narzucone przez profiler nie powinny stanowić poważniejszego problemu. Patrząc z drugiej strony nadmiar parametrów do określenia może „zaszkodzić” niedoświadczonym użytkownikom, stąd zawężenie możliwości ColorMunki Display wydaje mi się słusznym posunięciem.

... i niemal identyczny X-Rite i1Display Pro.

Zaawansowany i1Display Pro pracuje pod kontrolą aplikacji i1Profiler, spotykanej również z profesjonalnymi spektrofotometrami z rodziny i1Pro. Oprogramowanie to daje nieporównywalnie większe możliwości definiowania celów kalibracyjnych. Z tego względu kalibrator będzie odpowiedni dla bardziej wymagających użytkowników, z różnych powodów stosujących niestandardowe ustawienia monitorów.

Zaprezentowane kolorymetry X-Rite umożliwiają kalibrowanie i profilowanie monitorów komputerowych...

Kartą przetargową może być większa szybkość działania czujnika i1Dislay Pro. Według producenta kalibrator ten dokonuje pomiarów aż pięciokrotnie szybciej od ColorMunki Display. W praktyce oznacza to zauważalne skrócenie czasu niezbędnego do przygotowania monitora do pracy. Trudno wyrokować czy jest to zasługa samego kalibratora, czy też jest to skutkiem inaczej pracującego oprogramowania. Gdybym miał zgadywać, to stawiałbym raczej na oprogramowanie. Oba czujniki są wizualnie bardzo podobne, co może oznaczać również zbliżoną budowę wewnętrzną (a to z kolei, zgodnie z duchem obecnych czasów, pozwala ograniczyć producentowi koszty wytwarzania). Gdyby faktycznie tak było, to jest to dobra wiadomość dla osób, które chcą kupić tańszy czujnik ColorMunki Design i używać go z jakimś alternatywnym oprogramowaniem o większej funkcjonalności (np. mój ulubiony Argyll CMS).

... oraz projektorów. Obracana nasadka w obu urządzeniach ma kilka zastosowań: chroni optykę, zawiera mleczną kopułkę do pomiaru światła zastanego oraz stanowi podstawkę w trybie kalibracji rzutników.

Oprogramowanie obu kalibratorów zapewnia kilka dodatkowych, przydatnych funkcji. Jedną z nich jest możliwość pomiaru światła otoczenia (Ambient Light Measurement), przydatna do określenia optymalnej jasności obrazu w trakcie pracy. Mechanizm Ambient Light Smart Control umożliwia stałe korygowanie ustawień zgodnie ze zmieniającymi się warunkami oświetleniowymi przy komputerze. Funkcja Flare Correct może się przydać osobom, które korzystają z monitorów bez dodatkowej osłony zapobiegającej występowaniu odblasków na powierzchni ekranu. Działa ona na zasadzie porównania jasności obrazu z czujnikiem umieszczonym bezpośrednio na monitorze, a następnie z sensorem odsuniętym o około 30 cm od wyświetlacza, i wprowadzenia odpowiedniej korekty w ustawieniach. Oprogramowanie kolorymetru i1Display Pro zapewnia dodatkowo możliwość sprawdzenia temperatury bieli i równomierności podświetlenia w dziewięciu punktach ekranu.

Zgodnie z zapowiedziami, oba kalibratory mają pojawić się w sprzedaży na terenie USA jeszcze w czerwcu. U polskich sprzedawców czujniki są już dostępne w katalogach, jednak brak ich w magazynach. Ceny na naszym rynku to około 700 zł za ColorMunki Display i około 1000 zł za i1Display Pro.

Czy potrzebuję monitora szerokogamutowego do obróbki zdjęć?

Czy potrzebuję monitora szerokogamutowego do obróbki zdjęć? Ekrany szerokogamutowe z jednej strony uznawane są za przyszłościowe w fotografii i cyfrowej obróbce obrazu, z drugiej ze względu na swoje właściwości mogą sprawić problem w systemach komputerowych z jedynie częściowym zarządzaniem kolorem. W dzisiejszym wpisie wyjaśnię kilka wątpliwości, narosłych wokół tej klasy urządzeń.

Powyższe zdjęcie zostało wywołane z pliku RAW i wyedytowane w przestrzeni Adobe RGB (dla porządku dodam, że na monitorze wąskogamutowym). Gdybym skorzystał z przestrzeni sRGB podczas obróbki, musiałbym się liczyć z "obcięciem" najbardziej intensywnych żółtych tonów, występujących na ustach modelki. Po prawej stronie szarym kolorem zaznaczono obszary fotografii, których kolory wychodzą poza sRGB.

Na początek podstawowa kwestia – co to jest monitor szerokogamutowy? Jest to rodzaj ekranu komputerowego umożliwiający wyświetlenie kolorów znajdujących się poza przestrzenią barw sRGB.

Gamut sRGB opracowany został w połowie lat 90-tych przez firmy Microsoft i HP jako standardowa przestrzeń kolorów monitorów, drukarek, skanerów, aparatów fotograficznych i innych urządzeń komputerowych, stosowanych przy obróbce obrazu. Stwierdzenie, że dane urządzenie jest zgodne z sRGB nie oznacza jednak, że rejestruje lub reprodukuje ono wszystkie odcienie dostępne w tej palecie. Zgodność wskazuje jedynie na możliwość interpretacji pozyskiwanych, wyświetlanych lub drukowanych barw w ramach gamutu sRGB.

Powyższa ilustracja przedstawia przestrzeń sRGB (szara siatka) i gamut ekranu notebooka Fujitsu Siemens Amilo Pro V3205 (kolorowa bryła). Wydawać by się mogło, że wszystkie kolory tego - jakby nie patrzeć - słabego wyświetlacza powinny pomieścić się w przestrzeni sRGB...

...tymczasem po dokładnym obejrzeniu obu rzutów można znaleźć obszar, w którym gamut monitora "wyskakuje" nieznacznie poza sRGB.

Natywna (czyli własna, indywidualna dla każdego urządzenia) paleta kolorów poszczególnych urządzeń zazwyczaj będzie odmienna objętościowo od sRGB. Jeżeli przy pomocy odpowiedniej aplikacji analitycznej zaczniemy generować i nakładać na siebie trójwymiarowe reprezentacje gamutu sRGB i gamutów monitorów i drukarek, prędko zauważymy jak bardzo palety natywne mogą różnić się od palety sRGB. W przypadku tanich monitorów komputerowych i ekranów w laptopach może się okazać, że wyświetlacze te – mimo, iż są zdolne do wyświetlenia „zaledwie” przykładowych 60% kolorów z sRGB – operują kolorami spoza przestrzeni standardowej. Różnice będą szczególnie wyraźnie w porównaniu gamutu monitora, używanego do obróbki zdjęć, z gamutem drukarki, stosowanej do wykonania papierowych powiększeń fotografii. Ich trójwymiarowe reprezentacje będą miały znacząco inne kształty, co wskazuje na inny zestaw kolorów możliwych do zreprodukowania.

Graficzna reprezentacja przestrzeni sRGB (kolorowa bryła) i Adobe RGB (szara siatka). Wykorzystując Adobe RGB jako przestrzeń do edycji zdjęć, dysponujemy zapasem kolorów intensywnie nasyconych - zwłaszcza w kierunku zieleni i turkusu.

Aby pogodzić rozbieżne gamuty monitorów i drukarek, do celów poligraficznych opracowana została inna standardowa przestrzeń kolorów o nazwie Adobe RGB, pojemniejsza od palety sRGB (zwłaszcza w kierunku mocno nasyconych odcieni koloru zielonego i turkusowego). Użycie Adobe RGB do pozyskiwania zdjęć z aparatu lub skanera i następnie obróbki prac na komputerze pozwala uchronić zarejestrowane intensywne barwy przed obcięciem – nieuniknionym gdyby w miejsce Adobe RGB zastosować sRGB. Kwestia ta ma szczególne znaczenie, kiedy drukujemy nasze prace na urządzeniach operujących większą liczbą barwników (np. ośmioma tuszami w miejsce standardowych czterech kolorów CMYK) i zdolnych do odwzorowania odcieni spoza palety sRGB.

Porównanie przestrzeni kolorów monitora Eizo ColorEdge CG241W (kolorowa bryła) i przestrzeni Adobe RGB (szara siatka) ukazuje stosunkowo niewielkie różnice pomiędzy tymi dwoma gamutami.

Natywna paleta barw monitora szerokogamutowego jest ze względów praktycznych zwykle zbliżona objętościowo do przestrzeni Adobe RGB. W specyfikacjach profesjonalnych ekranów LCD często można spotkać określenie: monitor wyświetla 95% kolorów Adobe RGB. Ta informacja oznacza, że mamy do czynienia z urządzeniem zdolnym do reprodukcji kolorów spoza sRGB (który to gamut oferuje około 70% kolorów z palety Adobe RGB). Warto w tym miejscu uzmysłowić sobie, że przykładowe stwierdzenie o pokryciu 95% kolorów z Adobe RGB nie oznacza, że monitor wyświetla tylko tyle odcieni. Pamiętajmy wcześniejszą uwagę o zgodności urządzeń ze standardową przestrzenią barwną. W przypadku monitorów szerokogamutowych często jest tak, że do dyspozycji mamy faktycznie 95% odcieni z Adobe RGB oraz dodatkowo pewną pulę kolorów spoza tej przestrzeni, dostępną w ramach natywnej palety barw wyświetlacza. Podobnie jest z zaawansowanymi drukarkami, które reprodukują powiedzmy 50-60% barw Adobe RGB, ale dodatkowo oferują pewien zestaw odcieni wykraczający poza tę przestrzeń (najczęściej w kierunku koloru żółtego, turkusowego i magenta).

O ile bryły, reprezentujące gamuty monitorów, zazwyczaj w większym lub mniejszym stopniu przypominają bryły przestrzeni sRGB lub Adobe RGB, o tyle gamuty drukarek fotograficznych mają zupełnie inne kształty. Na ilustracji wyraźnie widać, że na wydruku z Epsona SPR3000 na papierze Ilford Galerie Gold Fibre Silk (kolorowa bryła) nie uzyskamy wszystkich kolorów dostępnych w przestrzeni Adobe RGB (szara siatka).

Korzystając z monitora szerokogamutowego, odpowiednio skalibrowanego i oprofilowanego, możemy więc liczyć na wierniejsze i doskonalsze – niż w przypadku ekranu z paletą w okolicach sRGB – przybliżenie kolorystyki obrazu, który następnie zamierzamy zreprodukować na papierze. Mając do dyspozycji profil ICC monitora i drukarki możemy zasymulować w Photoshopie (lub innej aplikacji graficznej z funkcją soft-proofingu) wygląd obrazu po wydruku, sprawdzając przy okazji które odcienie zostaną obcięte na skutek niezgodności przestrzeni barwnych. Taka weryfikacja jest możliwa na monitorach klasycznych i szerokogamutowych, jednak w przypadku ekranów z paletą bliską Adobe RGB łatwiej o wizualną ocenę jakości kolorów na zdjęciu.

Warto sobie uzmysłowić, że zaawansowane drukarki fotograficzne, korzystające z więcej niż czterech tuszów, pozwalają uzyskać na odbitkach odcienie wychodzące poza - wydawałoby się - bardzo pojemną przestrzeń Adobe RGB. Ilustracja powyżej to w dalszym ciągu złożenie kolorowej bryły gamutu drukarki Epson SPR3000 i przestrzeni Adobe RGB, ale oglądane z innej strony. Widać tutaj, że praktycznie w każdym kierunku (zwłaszcza w żółciach i pomarańczach) drukarka dysponuje pewnym zapasem kolorów spoza Adobe RGB.

Monitor szerokogamutowy powinien być więc ułatwieniem podczas pracy ze zdjęciami. Zazwyczaj tak faktycznie jest, jednak w pewnych sytuacjach taki wyświetlacz może sprawić problem użytkownikowi. Podstawowym i najważniejszym źródłem kłopotów jest użycie programów nie obsługujących mechanizmów zarządzania kolorem. Chodzi o różnorodne aplikacje: od przeglądarek graficznych i przeglądarek internetowych, przez odtwarzacze wideo, po gry komputerowe. Takie aplikacje nie są „świadome” potężnego natywnego gamutu monitora (opisanego choćby w profilu ICC wyświetlacza, ustawionego w systemie operacyjnym) i uznają, że ekran wyświetla kolory z zakresu sRGB. Skutkuje to zbyt dużym nasyceniem barw. Najprostszym rozwiązaniem jest włącznie w menu monitora trybu zgodności z sRGB (o ile taki tryb jest dostępny), w którym intensywność wyświetlanych kolorów powinna zostać ograniczona. Korzystając z tej metody trzeba jednak pamiętać o przestawieniu ekranu w „szerszy” tryb pracy podczas edycji zdjęć w oprogramowaniu prawidłowo zarządzającym kolorami.

Powyższe zestawienie bardzo przypomina poprzedni przykład. Kolorowa bryła to ciągle gamut drukarki Epson SPR3000. Siatka wyznacza zakres gamutu profesjonalnego monitora Eizo ColorEdge CG241W. Ponownie mamy do czynienia z kolorami możliwymi do wydrukowania, a wychodzącymi poza szeroki gamut wyświetlacza.

Inny problem dotyczy utrudnionej kalibracji i profilowania ekranów szerokogamutowych – czynności koniecznych do zapewnienia wiernego odwzorowania kolorów. Ze względu na specyfikę działania, tańsze standardowe urządzenia kalibracyjne, zwane kolorymetrami (np. i1 Display 2, ColorMunki Create, Spyder2Express i inne), nie zapewniają odpowiedniej precyzji pomiaru, co może skutkować błędnym opisaniem charakterystyki monitora w profilu ICC. Do wykonania prawidłowej kalibracji i profilowania ekranów tej klasy niezbędny jest droższy spektrofotometr (i1Pro, ColorMunki Photo i inne) lub kolorymetr dostosowany przez producenta do konkretnego modelu wyświetlacza.

Zatem czy wybór monitora szerokogamutowego do obróbki zdjęć jest zasadny? To zależy od charakteru naszej pracy. Generalnie rzecz biorąc, jeżeli fotografujemy dla własnej przyjemności, oglądamy i prezentujemy obraz najczęściej w postaci cyfrowej, a nasze zdjęcia nie wymagają precyzyjnego dopasowania do wydruku – paleta barw monitora, bliska Adobe RGB, nie jest niezbędna do obróbki fotografii. Z kolei przy wykonywaniu zleceń komercyjnych, podczas edycji obrazu kończącej się drukowaniem zdjęć na urządzeniach wysokiej klasy, do soft-proofingu przed drukowaniem w drukarni – prawidłowo skalibrowany i oprofilowany monitor szerokogamutowy znacząco ułatwi edycję fotografii. Ułatwi – co nie oznacza, że jest niezbędny do wykonania wymienionych zadań. Większe znaczenie ma bowiem prawidłowe użycie mechanizmów zarządzania kolorem – a więc prawidłowe wykonanie i zastosowanie profili ICC dla monitora i drukarki.

Niezależnie od planowanego przeznaczenia, wybór profesjonalnego ekranu graficznego (np. NEC PA, Eizo ColorEdge i SX, etc.) nie oznacza wyłącznie możliwości wyświetlenia barw spoza palety sRGB. W tej klasie monitorów spotyka się szereg innych przydatnych funkcji użytkowych, niedostępnych w sprzęcie domowym i biurowym. Chodzi między innymi o możliwość sprzętowej kalibracji kolorów (w tym o możliwość ograniczenia palety barw do węższego gamutu, np. sRGB), stabilizację jasności i kolorystyki zgodnie ze zmieniającymi się warunkami otoczenia pracy, dodatkowe oprogramowanie do zmiany ustawień z poziomu komputera, lepsze usługi serwisowe, dłuższą gwarancję, etc.

Historia zielonego liska

Wczoraj wieczorem w celach testowych zainstalowałem Firefoxa 4. Tak, chodzi o tę przeglądarkę WWW, pozornie nie mającą wiele wspólnego z fotografią. Ale tylko pozornie – jest to bowiem jeden z nielicznych tego typu programów, wyposażonych w mechanizmy zarządzania barwą. Funkcja ta ma w założeniu odpowiadać za poprawne odwzorowanie kolorów na zdjęciach umieszczonych na stronach internetowych, jednak – jak pokazało życie – może ona sprawić poważny kłopot.

Uproszczona zasada działania tego mechanizmu jest następująca: z internetu pobierana jest strona ze zdjęciami, sprawdzane są profile ICC przypisane (lub pominięte) do plików graficznych i następuje konwersja informacji o barwach do uniwersalnej przestrzeni kolorów. Dalej mechanizm zarządzania barwą wykonuje jeszcze jedną konwersję barw – tym razem z przestrzeni uniwersalnej. Używany do tego jest profil ICC, przypisany w systemie operacyjnym do monitora, na którym wyświetlane jest okno przeglądarki. Tak przetworzone dane trafiają do pamięci karty graficznej i stąd – prosto na ekran. Dzięki całemu cyklowi możemy cieszyć oko fotografiami „trzymającymi” kolorystykę zgodną z intencjami ich autora. Pod dwoma wszakże warunkami – zdjęcia na serwerze muszą mieć dołączone prawidłowe profile źródłowej przestrzeni kolorów (np. sRGB, Adobe RGB, etc.) oraz używany przez nas monitor musi być poprawnie skalibrowany i oprofilowany.

Do włączenia trybu zarządzania kolorem w Firefoxie 4 niezbędna jest zmiana wartości parametru gfx.color_management.mode w zaawansowanych opcjach przeglądarki.

Firefox, począwszy od wersji 3.5, może operować w trzech trybach. W trybie 0 mechanizm zarządzania barwą jest wyłączony. W trybie 1 przeglądarka wykonuje konwersję wszystkich informacji o kolorze na stronie internetowej: zdjęć oraz graficznych elementów kodu HTML, zawierających znaczniki definiujące barwę poszczególnych elementów strony. W ostatnim dostępnym trybie o numerze 2 przetwarzaniu przez mechanizm zarządzania barwą podlegają wyłącznie zdjęcia z przypisanym profilem źródłowym. Domyślne ustawienie w obecnych wersjach Firefoxa to 2. Aby sprawdzić lub zmienić tryb pracy programu, należy w pasku adresu wpisać about:config, odnaleźć klucz gfx.color_management.mode, zmienić jego wartość i ponownie uruchomić aplikację.

Szturchaniec Ewy i Piotra http://www.ewaipiotr.pl/ w swoich naturalnych kolorach.

Mimo, iż włączenie mechanizmu zarządzania kolorem w „lisku” ma w założeniu zapewnić właściwe odwzorowanie barw podczas przeglądania stron internetowych, to nie należy całkowicie polegać na tej funkcji. Najważniejszym ogniwem w opisanym powyżej cyklu jest profil ICC monitora. W zależności od sposobu jego wygenerowania, zarządzanie barwą w Firefoxie działa prawidłowo lub przeciwnie – może zupełnie wyłożyć przeglądarkę w trakcie surfowania nie tylko po fotograficznych galeriach w internecie.

Firefox w trybie 2 zarządza wyłącznie kolorem zdjęć umieszczonych na stronie internetowej. Tutaj przykład błędnej interpretacji barw na skutek użycia nieobsługiwanego przez Firefoxa profilu monitora.

Pierwszą przyczyną kłopotów może być wersja profilu ICC. Obecnie w użyciu są profile w dwóch standardach: V2 i V4. Chociaż norma ICC V4 jest nowsza i bardziej rozbudowa wobec ICC V2, to do tej pory nie została należycie rozpowszechniona i z obsługą profili monitorów wykonanych w tym standardzie bywa różnie. Firefox współpracuje z profilami V2, ale nie zapewnia wsparcia dla profili V4. Jeżeli więc mamy w systemie monitor z profilem ICC V4, to zarządzanie kolorów w Firefoxie, ustawione w tryb 1 lub 2, nie będzie działać. Jest to swoista pułapka, ponieważ nie wiedząc o tej właściwości „liska” możemy mylnie wierzyć, że program prawidłowo zarządza barwą wyświetlanych zdjęć – a tymczasem nie robi nic. Jak zaradzić takiej sytuacji? Najprościej zapewnić sobie profil w wersji V2. Jeżeli samodzielnie kalibrujemy i profilujemy użytkowany monitor, to wystarczy zadbać o ustawienie odpowiedniej opcji w oprogramowaniu profilującym (np. i1Match, ColorMunki, etc.).

W trybie 1 interpretowane są wszystkie kolory na stronie oraz - jak widać na zrzucie - również elementy okna przeglądarki. Zazwyczaj pomarańczowy przycisk Firefox ma tutaj kolor zielony.

To jednak nie koniec potencjalnych źródeł kłopotów. Okazuje się bowiem, że nawet jeżeli korzystamy z profilu monitora typu ICC V2, to Firefox może w dalszym ciągu błędnie interpretować i wyświetlać kolory. Profile mogą bowiem zawierać różne sposoby konwersji kolorów z przestrzeni uniwersalnej do przestrzeni urządzenia. Generalnie możemy mówić o dwóch sposobach przekształceń: z użyciem macierzy/krzywych (jedno- lub wielokanałowych) lub z użyciem tablic cLUT. Pierwszy sposób zapewnia wprawdzie mniejszą precyzję podczas konwersji z przestrzeni źródłowej do docelowej, ale dobrze współgra z Firefoxem (i innymi aplikacjami potrafiącymi zarządzać barwą). Profile V2 typu cLUT oferują wyższą dokładność transformacji i oferują kilka dodatkowych właściwości (ich opis wykracza poza tę notatkę), ale nie są obsługiwane przez przeglądarkę Mozilli.

Jeszcze jeden przykład niewłaściwej interpretacji kolorów przez Firefoxa na stronie DFV http://www.dfv.pl/. Przyczyną problemu jest użycie nieobsługiwanego profilu monitora ICC V2 typu cLUT.

Firefox to chyba jedyna znana mi aplikacja, obsługująca zarządzanie barwą, która nie potrafi skorzystać z profilu ICC V2 typu cLUT, jakimi posługuję się w moim komputerze. Lightroom, Photoshop czy przeglądarka FastStone – a więc programy typowo graficzne – nie mają żadnego problemu z użyciem takich profili i prawidłowym wyświetlaniem kolorów. Na „pomarańczowego liska” można łatwo zastawić pułapkę. Wystarczy wykonać profil typu cLUT w aplikacji Argyll CMS, służącej do kalibracji monitorów, drukarek czy skanerów. Domyślnie, Argyll tworzy profile cLUT w trybie swoistego bezpieczeństwa. W aplikacjach, prawidłowo korzystających z profili cLUT, obraz jest wyświetlany prawidłowo, natomiast w programach z funkcjami zarządzania barwą, nie obsługującymi cLUT, podczas wyświetlania obrazu zamieniany jest kanał czerwony z zielonym. Jeżeli Firefox ma ustawioną wartość 1 lub 2 dla parametru gfx.color_management.mode, wówczas ujrzymy nieznane wcielenie „liska” – zielone!

Dzięki parametrowi gfx.color_management.display_profile możemy użyć dodatkowego profilu monitora, innego od systemowego.

W gruncie rzeczy i ten problem można rozwiązać pewnym dodatkowym nakładem pracy. Jeżeli zależy nam, aby monitor był obsługiwany w systemie przez profil typu cLUT i jednocześnie chcemy zachować pełną funkcjonalność Firefoxa, możemy wygenerować dwa profile. Profil typu cLUT normalnie instalujemy w systemie operacyjnym. Drugi profil typu macierze/krzywe zgrywamy w bezpieczne miejsce na dysku twardym, otwieramy Firefoxa, w pasku adresu wpisujemy about:config, odnajdujemy klucz gfx.color_management.display_profile i wpisujemy tutaj nazwę pliku z tym dodatkowym profilem wraz z pełną ścieżką dostępu w strukturze folderów. Po ponownym uruchomieniu przeglądarki, będzie ona pracować w trybie zarządzania kolorów, korzystając z tego zdefiniowanego profilu ICC zamiast z profilu monitora ustawionego w systemie operacyjnym.

Lepszy podgląd z Technicolor CineStyle

Od miesiąca fotografuję przy użyciu profilu Technicolor CineStyle. Profil ten został opracowany dla filmowców, rejestrujących klipy wideo lustrzanką Canon EOS 5D Mark II, jednak jego przydatność wykracza poza pierwotne przeznaczenie. CineStyle sprawdzi się podczas wykonywania zdjęć i filmowania dowolnym aparatem z rodziny EOS, oferującym funkcję Picture Style. Mogą to być jedynki, 7D, 50D, 550D i inne starsze modele.

Dla użytkowników lustrzanek EOS, którzy jeszcze nie wiedzą do czego służy funkcja Picture Style, dwa słowa wstępu. Mechanizm ten umożliwia nadanie określonego wyglądu fotografiom – trochę na podobieństwo kliszy analogowych, dobieranych do konkretnego typu zdjęć i zapewniających takie a nie inne odwzorowanie barw i kontrastu. Ustawienia Picture Style stosowane są przy zapisie zdjęć w formacie JPEG i filmów MOV. Mogą być również użyte (lub zmodyfikowane) kiedy otwieramy i konwertujemy pliki CR2 w aplikacji Canon Digital Photo Professional.

Aparat prosto z fabryki ma załadowane kilka podstawowych styli: standardowy, portretowy, krajobrazowy, neutralny, wierny i monochromatyczny. Canon oferuje dodatkowe style do załadowania do lustrzanki na stronie http://www.canon.co.jp/imaging/picturestyle/index.html. Znajduje się tutaj również opis działania całego mechanizmu Picture Style z przykładami oraz informacje o firmowym edytorze do budowania własnych profili. Na pewno jest to dobra lektura na początek.

Wróćmy do CineStyle. Po rejestracji i pobraniu pliku ze strony http://www.technicolor.com/CineStyle, można załadować go do aparatu. Niezbędna do tego jest canonowska aplikacja EOS Utility w wersji 2.6 lub nowszej. Znajdziecie ją na płycie dołączonej do aparatu, a aktualizację możecie pobrać np. ze strony http://www.usa.canon.com/ po wybraniu modelu posiadanej lustrzanki z listy urządzeń.

Do instalacji dodatkowych profili Picture Style niezbędna jest aplikacja Canon EOS Utility.

Po podłączeniu aparatu kablem USB do komputera i uruchomieniu EOS Utility, wybieramy najpierw opcję „Camera Settings/Remote Shooting”, a następnie „Register User Defined Style” w menu z czerwoną ikonką aparatu. Kolejnym krokiem będzie wskazanie pod które ustawienie użytkownika załadowany zostanie profil CineStyle i wybranie pliku CineStyle.pf2 z dysku twardego. Krokiem zamykającym powinno być określenie parametrów profilu „Detail set.” zgodnie z zaleceniami Technicolor, tj. ostrość (Sharpness) na 0, kontrast (Contrast) na -4, nasycenie (Saturation) na -2 i odcień (Color Tone) na 0. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby te ustawienia zmienić później „pod siebie”, ale na ten moment pozostańmy z wartościami zalecanymi.

Co właściwie robi CineStyle? Najprościej zrobić porównanie – wykonać zdjęcie z profilem Standard, a następnie ten sam kadr powtórzyć z profilem CineStyle. Pierwsze ujęcie będzie miało zauważalnie podkręcony kontrast i większe nasycenie kolorów. Profil firmy Technicolor – generalnie rzecz biorąc – zapewnia bardzo neutralne (w sensie tonalnym) odwzorowanie obrazu z fotografowanej czy filmowanej sceny. Jest przy tym bardziej efektywny od firmowego ustawienia Neutral. Wyraźnie widoczne „spłaszczenie” kontrastu w CineStyle powoduje, że w ujęciach o dużej rozpiętości tonalnej aparat będzie miał lepsze szanse na utrwalenie w plikach JPEG i MOV detali w światłach i cieniach, które mogłyby zostać „ucięte” w bardziej kontrastowym ustawieniu.

Porównanie obrazu z trzech profili, kolejno: Standard, CineStyle i Neutral.

Zalety podczas filmowania w MOV i fotografowania w JPEG są oczywiste. Jeżeli zamierzamy w jakikolwiek sposób edytować tak zarejestrowany materiał, w wielu przypadkach będziemy mieli do dyspozycji więcej informacji o obrazie przy użyciu CineStyle w miejsce profilu standardowych ustawień Canona. Przy błędnej ekspozycji odzyskanie szczegółów po stronie świateł lub cieni powinno być prostsze. Przy „zwykłej” edycji zdjęć będziemy mogli samodzielnie dopasować krzywe tonalne do charakteru fotografii w Lightroomie lub Photoshopie zamiast polegać na ustawieniach z aparatu.

CineStyle przydaje się również wówczas, kiedy korzystamy wyłącznie z zapisu RAW. Takie pliki przenoszą więcej informacji o obrazie od zdjęć JPEG, jednak mimo lepszej pojemności tonalnej, wymagają równie uważnie nastawionej ekspozycji. Do sprawdzenia poprawności naświetlenia powinien wystarczyć histogram. I tu tkwi mały haczyk. Aparat zapisuje dane RAW i równocześnie generuje mały plik JPEG z podglądem, dołączany do większego pliku CR2. Sprawdzając zdjęcie na ekranie w aparacie, w rzeczywistości widzimy wykres dla podglądu JPEG, zamiast histogramu dokładnie przedstawiającego zawartość pliku CR2. Podgląd JPEG jest generowany zgodnie z bieżącym ustawieniem w Picture Style. Stosując CineStyle przy zapisie RAW zapewniamy sobie lepszy wgląd w to, co faktycznie rejestruje nasz aparat. Wyraźniej widać ile informacji uchwyconych zostało w cieniach, ile w tonach średnich, a ile w światłach – i jak rozkładają się one na histogramie.

Ukończona fotografia nie musi mieć nic wspólnego z ustawieniami styli w aparacie. Powyższe zdjęcie Agaty wywołałem w Lightroomie, nie obsługującym funkcji Picture Style.

Technicolor CineStyle to niezwykle praktyczne narzędzie dla osób fotografujących i filmujących EOS-ami, przydatne zwłaszcza w dynamicznych sytuacjach poza studiem, kiedy brakuje możliwości szybkiego zgrania plików do komputera i sprawdzenia ich jakości. Stosując ten profil warto pamiętać, że wyprane z barw zdjęcia na ekranie LCD w aparacie to zaledwie półprodukt, który wymaga doszlifowania podczas obróbki.

Pixelworks: szkiełkiem i piórkiem

Pierwszy wpis na blogu jest najtrudniejszy. Przyznaję, że zabierałem się za niego kilka dni. Zdecydowanie prościej było mi przygotować tekst na pobocznych stronach bloga „Pixelworks”, które można przeczytać po kliknięciu na opcje w górnym menu: „Retusz fotografii”, „Wydruk odbitek”, i tak dalej.

Nie chciałem żeby początek był zbyt oficjalny. Powitać się, przedstawić, napisać parę słów wstępu o przyszłej zawartości na blogu? To by było bardzo formalne i na pewno nudne.

Może więc inaczej? Ale jak?

Intensywnie czerwone włosy i żółte usta to wyzwanie dla drukarki.

Zamiast uparcie szukać właściwych zdań na początek, oddałem się praktyce. Zadanie na dzisiaj polegało na samodzielnym wygenerowaniu profilu ICC dla drukarki i sprawdzeniu jak się ma firmowy profil Ilforda dla papieru Galerie Gold Fibre Silk do profilu stworzonego na potrzeby tego doświadczenia.

Jeżeli nie popełniłem błędu w ustawieniach i pomiarach, to mogę powiedzieć, że użytkownikom drukarki Epson Stylus Photo R3000, korzystającym z oryginalnych tuszy i wspomnianego podkładu marki Ilford, dodatkowe profilowanie całego tego zestawu nie będzie potrzebne. Dwie położone obok siebie odbitki, wydrukowane z użyciem profilu Ilforda i profilu stworzonego przeze mnie, wydają się identyczne. Być może są między nimi różnice, ale ich odnalezienie sprowadziłoby całe zadanie na poziom dyskusji akademickiej. Takiej, w której ewentualne zmiany odnajduje się na piątym miejscu po przecinku. Czyli bardzo teoretycznej, niemal bez znaczenia dla codziennej praktyki.

Dwie złączone kartki A4 z polami testowymi, wygenerowanymi przez Argyll CMS.

Praktyka ma to do siebie, że niekiedy wymaga korzystania z rozwiązań stojących w sprzeczności z książkowymi zasadami. Aby sprofilować drukarkę powinienem na przykład wydrukować zalecane ponad 1000 kolorowych łatek, zamiast faktycznie użytych 420 różnobarwnych pól (również dopuszczalnych, zabierających mniej czasu do pomierzenia, ale prawdopodobnie nie dających aż tak dużej dokładności). Czy wobec tego mój profil zapewnia niedostateczną precyzję do drukowania moich zdjęć? Nie sądzę. Odbitka odpowiada podglądowi na ekranie. Ja jestem bardzo zadowolony z jakości wydruku zdjęcia użytego do testu i przypuszczam, że końcowy efekt przypadnie do gustu uwiecznionej na fotografii Agacie i innym osobom, które będą miały odbitkę w ręku.

Nic tak nie uwidacznia różnic jak ilustracja. Powyższy rzut przedstawia bryłę dostępnych kolorów ze stworzonego profilu ICC oraz siatkę bryły z profilu firmy Ilford.

To wydaje mi się najważniejsze: widzieć granicę, za którą narzędzia używane do pracy przestają pełnić swoją podstawową funkcję, a stają się przyczynkiem do jałowych sporów o wyższości jednej metody nad drugą. Praktyka ma to do siebie, że pamiętając o zasadach można odnajdywać różne inne sposoby działania – czasem niespodziewane, czasem na skróty. Najważniejsze – by były skuteczne.

Zatem witam na blogu „Pixelworks: szkiełkiem i piórkiem”! Będę tu pisał przede wszystkim o edycji zdjęć, wykonywaniu odbitek oraz o kalibracji monitorów i drukarek – z naciskiem na aspekt praktyczny. Co jakiś czas pochwalę się też własnymi pracami i zaproponuję tematy interesujące dla mnie, ale będą poza głównym wątkiem bloga. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni!