Fotografie Mostu Rędzińskiego we Wrocławiu

Tym razem nie o warsztacie, nie o kalibracji, nie o sprzęcie – ale o samych zdjęciach! Jakiś czas temu złapałem bakcyla fotografii architektury i dzisiaj z wielką satysfakcją prezentuję pierwsze tego efekty. W towarzystwie Agaty i Igora sfotografowałem największy w Polsce most wiszący – Most Rędziński projektu profesora Jana Biliszczuka (którego, nawiasem mówiąc, przypadkowo spotkaliśmy na nasypie podczas wykonywania zdjęć).




Więcej zdjęć w lepszej jakości można obejrzeć na moim koncie na Flickrze: http://www.flickr.com/photos/thelisteningeye/sets/72157628003339660/. Jeżeli jesteś zainteresowana/y wykonaną przeze mnie sygnowaną odbitką A4 lub A3+ któregoś ze zdjęć – napisz! Wszystkie fotografie dostępne są w wersji kolorowej lub czarno-białej.

Canon EOS-1D X – lustrzanka z nowego rozdania

Tematem dnia była świeżutka profesjonalna lustrzanka Canona – EOS-1D X, która trafi do sprzedaży wiosną przyszłego roku. Nie zamierzam tutaj jednak pisać o szczegółach specyfikacji technicznej. Po to odsyłam do mojego wpisu w Aktualnościach na Digitalu: http://dfv.pl/wiadomosci/articles/10279.html. Zamiast tego pozwolę sobie odrobinę pofantazjować.

Canon EOS-1D X

Canon EOS-1D X jest skrzyżowaniem dwóch „jedynek”, czyli zaawansowanych lustrzanek dla zawodowców: EOS-1D i EOS-1Ds. Korpusy z serii 1D kierowane są do fotoreporterów, dla których kluczowy jest sprawny autofokus i wydajny tryb seryjny, a mniejsze znaczenie ma duża rozdzielczość uzyskiwanego obrazu. Dotychczasowe modele EOS-1D oferowały niepełnoklatkowe przetworniki obrazu APS-H z mnożnikiem ogniskowej 1,3× o rozdzielczości do 16 megapikseli (w ostatnim korpusie oznaczonym Mark IV). Seria EOS-1Ds to urządzenia o konstrukcji zbliżonej do 1D, ale z pewnymi zmianami, wyraźnie definiującymi innego docelowego użytkownika tych aparatów. Zamiast matrycy APS-H do dyspozycji pozostaje pełnoklatkowy sensor 24×36 mm (a zatem z mnożnikiem 1×) o bardzo dużej rozdzielczości – do 21 megapikseli w ostatnim modelu Mark III. Wprowadzenie większej matrycy o większej rozdzielczości, w porównaniu do korpusu 1D tej samej generacji, odbywało się pewnym kosztem: zmniejszeniem wydajności seryjnego trybu fotografowania. Z tego względu EOS-y 1Ds znajdywały powodzenie wśród portrecistów, fotografów ślubnych, pejzażystów i specjalistów od zdjęć reklamowych.

Canon EOS-1D X

Nowy EOS-1D X wprowadza pewne zamieszanie do tak ustalonego porządku. Korpus wyposażony został w pełnoklatkową matrycę o rozdzielczości 18 megapikseli. W porównaniu do wcześniejszych modeli 1D otrzymaliśmy aparat z większym sensorem (a przy okazji format APS-H został wreszcie uśmiercony) i lepszą rozdzielczością zapisywanych zdjęć. Jeżeli odnieść „iksa” do serii 1Ds, tracimy odrobinę na rozdzielczości (efektywnie około 3 megapikseli), ale za to zyskujemy znacznie w trybie seryjnym (12 kl./s zamiast „zaledwie” 5 kl./s). Przy okazji aparat zaopatrzono w nowe procesory, nowy układ autofokusu, nowy układ pomiaru światła i cały szereg mniejszych lub większych modyfikacji, za sprawą których EOS-1D X rzeczywiście ma szansę być najdoskonalszym z dotychczas zaprojektowanych EOS-ów.

Canon EOS-1D X

Kluczowa w tym wszystkim jest sugestia producenta, że od tej pory do dyspozycji będzie tylko jeden – a nie jak dotychczas dwa – flagowy korpus EOS. Taka deklaracja wydaje się w równym stopniu odważna, co nieprawdziwa.

Fotografowie, kupujący lustrzanki z najwyższej półki, zwracają uwagę na dwa główne aspekty: rozdzielczość obrazu i tryb seryjny. Poza osobami, które nie kupują takich korpusów do pracy, entuzjastami sprzętu fotograficznego i innymi specyficznymi grupami odbiorców, dla wszystkich pozostałych nabywców praktyczne znaczenie będzie miał tylko jeden z wymienionych czynników. Reporterzy wybiorą model z szybszym trybem seryjnym, a wszelkiej maści fotografowie studyjni i krajobrazowi sięgną po większą rozdzielczość (ze względu na możliwość odwzorowania większej liczby szczegółów na wydrukach wielkoformatowych). Taki podział uzasadniał do tej pory obecność dwóch serii produktów profesjonalnych zarówno u Canona, jak i u Nikona, czyli głównego konkurenta na tym polu.

Canon EOS-1D X

Nic nie wskazuje na to, by potrzeby klientów miały się w najbliższym czasie zmienić. O ile 18-megapikselowa matryca 1D X wydaje się złotym środkiem na ten moment, nie należy mieć wątpliwości, że wyścig na megapiksele ustanie. Przeciwnie – czytając wypowiedzi, jakie pojawiają się w komentarzach i na forach po dzisiejszej premierze Canona, można być pewnym, że będzie istniał popyt na aparat profesjonalny, oferujący większą rozdzielczość nawet kosztem szybkostrzelności. Dodatkowymi czynnikami pozostają możliwe działania konkurencji, która jeszcze nie zdążyła odpowiedzieć na nowego EOS-a. Jeżeli wierzyć plotkom, w przyszłym tygodniu Nikon planuje pokazać korpus z pełnoklatkowym czujnikiem o rozdzielczości 36 megapikseli – dwukrotnie większej niż w EOS-1D X! Raczej trudno sobie wyobrazić sytuację, w której Canon poddałby się bez walki. Szczególnie, że nabywcy z grona zawodowców raczej nie mają sentymentów jeżeli chodzi o wybór najlepszego sprzętu do realizacji zadania i są skłonni błyskawicznie zmienić jeden system na inny.

Canon EOS-1D X

Jeśli miałbym zgadywać, to sądzę, że Canon będzie pracował nad modelem, który roboczo nazwę EOS-1Ds X. Taki aparat zachowywałby większość właściwości 1D X, ale wyposażony byłby w matrycę o rozdzielczości 30–40 megapikseli – wystarczającą do konkurowania ze spodziewanymi 36 megapikselami Nikona. Lustrzanka mogłaby zostać zaprezentowana we wrześniu przyszłego roku podczas targów Photokina jako nowy model flagowy Canona. Niecałe 12 miesięcy do tej prawdopodobnej premiery to dość czasu by dopracować oprogramowanie wewnętrzne, sterujące wszystkimi komponentami wewnętrznymi (warto pamiętać, że „iks” ma praktycznie w całości zmienioną elektronikę względem wcześniejszych „jedynek”), oraz zadbać o wysokiej jakości obraz z kilkudziesięciomegapikselowego przetwornika z gęsto upakowanymi fotodiodami.

A co poza „iksami”? Warto zwrócić uwagę na rozkład cen poszczególnych korpusów. Dotychczasowy model EOS-1Ds Mark III miał sugerowaną cenę 8 tysięcy dolarów, a EOS-1D Mark IV kosztował 5 tysięcy dolarów. Półprofesjonalna lustrzanka EOS 5D Mark II z pełnoklatkową matrycą o rozdzielczości 21 megapikseli kosztuje 2500 dolarów. Wprowadzenie EOS-1D X w sugerowanej cenie 6800 dolarów powoduje usunięcie z pola modelu 1D Mark IV i sprawia, że pomiędzy tym a kolejnym niższym modelem 5D Mark II powstaje spora luka cenowa. Wiadomo, że „piątka” jest na rynku ponad trzy lata i najprawdopodobniej zostanie w ciągu najbliższych miesięcy zastąpiona nowym modelem. Jeżeli wziąć pod uwagę, że równorzędny dla 5D Mark II model z niższej półki EOS 50D został zastąpiony przez dwa aparaty: prostszy EOS 60D i bardziej zaawansowany EOS 7D, można przypuszczać, że podobny manewr zostanie zastosowany względem samej „piątki”. Na pewno jest miejsce na korpus z pełnoklatkowym sensorem, autofokusem usprawnionym na miarę 7D i trybem seryjnym 7-8 kl./s, ale w mniejszej i lżejszej obudowie niż 1D X. Mógłby to być mityczny już model EOS 3D w cenie około 4 tysięcy dolarów. Na półce cenowej 2500 dolarów najpewniej pozostanie kolejne wcielenie EOS 5D Mark III z nowym kilkupolowym autofokusem ze wszystkimi punktami krzyżowymi i trybem seryjnym 4-5 kl./s.

Tyle wróżenia z fusów. Dzisiejsza premiera wyraźnie zmieniła rozkład akcentów w sprzęcie Canona – nie po raz pierwszy i zapewne nie po raz ostatni. Trudno jednak nazywać tę zmianę rewolucyjną. Chodzi raczej o konsekwentne dostosowanie produktów do rzeczywistości, w której istnieje coraz mniej powodów do zmiany starszego sprzętu na nowszy. EOS-1D X jest takim modelem: może skusić ulepszonym autofokusem, rozbudowanymi możliwościami w zakresie filmowania czy pełnoklatkową matrycą (zwłaszcza dotychczasowych użytkowników korpusów z serii 1D, których format APS-H zwyczajnie w świecie „uwierał”). Jak aparat sprawdzi się w praktyce, przekonamy się za kilka miesięcy, kiedy pojawią się pierwsze testy tego urządzenia.

Wrześniowy DFV już w sprzedaży!

Gorąco zachęcam do zakupienia najnowszego wrześniowego wydania magazynu Digital Foto Video, w którym znalazły się dwa artykuły mojego autorstwa: „Dwie recepty na kalibrację”, czyli zapowiadany wcześniej test dwóch nowych kolorymetrów firmy X-Rite: ColorMunki Display i i1 Display Pro, oraz „Papierowe wariacje”, czyli opis papierów do drukowania Harman by Hahnemühle. W środku znajdziecie również potężny przegląd darmowego oprogramowania dla fotografów, testy aparatów, obiektywów i drukarki Epson Stylus Photo R2000 oraz inne ciekawe materiały. Więcej o całym wydaniu na stronie DFV http://dfv.pl/w_numerze.html?id=1338.

Digital Foto Video 09/2011

NEC MultiSync P241W – normalny gamut dla fotografa

Tuż przed weekendem amerykański oddział firmy NEC zaprezentował profesjonalny monitor MultiSync P241W. Zbieżność nazwy ze starszym modelem PA241W (na naszym rynku również dodatkowo selekcjonowanym i sprzedawanym jako SpectraView Reference 241) nie jest przypadkowa. Oba wyświetlacze mają niemal identyczną specyfikację techniczną – z dokładnością do ekranu o przekątnej 24”, natywnej rozdzielczości 1920×1200 pikseli, dużych kątów widzenia obrazu, maksymalnej jasności 360 cd/m2 oraz deklarowanego współczynnika kontrastu na poziomie 1000:1.

NEC MultiSync P241W

Co różni te dwa urządzenia to typ użytego panelu. PA241W korzysta z szerokogamutowej matrycy IPS, niemal w całości pokrywającej gamut Adobe RGB. W nowym P241W znajdziemy normalnogamutowy panel IPS, zdolny do wyświetlenia palety sRGB i około 75% palety Adobe RGB. Dla użytkownika ta różnica może być duża lub mała, w zależności od przyjętego punktu widzenia. NEC PA241W pozwoli wyświetlić kolory o większym nasyceniu względem P241W, co jest oczywiście cenną właściwością. Z drugiej strony do obróbki zdjęć – zwłaszcza w warunkach amatorskich – większy gamut nie jest absolutnie niezbędny, a może się nawet okazać pewną komplikacją w trakcie pracy z aplikacjami nie obsługującymi zarządzania kolorem (odsyłam do wcześniejszych wpisów „Subiektywnie o monitorach szerokogamutowych” i „Czy potrzebuję monitora szerokogamutowego do obróbki zdjęć”).

Sterowanie funkcjami i parametrami P241W rozwiązano w taki sam sposób, jak w pozostałych modelach z serii P/PA. Jest to jeden z najwygodniejszych w użyciu systemów sterowania i nawigowania po menu na rynku.

Cechą o zdecydowanie większej przydatności (od szerokiego gamutu) jest możliwość sprzętowej kalibracji wyświetlacza P241W dzięki wbudowanemu programowalnemu 14-bitowemu układowi 3D LUT. Monitor oferuje również system Digital Uniformity Compensation, odpowiadający za równomierne podświetlenie ekranu oraz czujnik AmbiBright do automatycznej regulacji jaskrawości podświetlenia.

Urządzenie trafi do sprzedaży w Polsce na przełomie września i października. Monitor będzie kosztował około 2900–3000 zł.

Matowe interpretacje

Przy okazji pracy nad zapowiedzianym w poprzednim wpisie przeglądzie papierów fotograficznych Harman Professional Inkjet, który zostanie opublikowany we wrześniowym wydaniu Digital Foto Video (zapowiada się naprawdę ciekawy numer!), moją uwagę zwróciły matowe podłoża do drukowania na bazie bawełny. Dla osoby obeznanej z ofertą fotolabów określenie „matowy papier fotograficzny” będzie co najmniej mylące w odniesieniu do takich papierów dla drukarek atramentowych. Podłoże o nazwie Matt Cotton Smooth, bo o nim mowa, w niczym nie przypomina zdjęć otrzymanych z labu po wybraniu opcji „mat” w ustawieniach zlecenia. Pierwsze skojarzenie co do wyglądu, jakie przyszło mi do głowy, to kartka wyrwana z bloku do rysowania, z jakich korzystaliśmy na zajęciach plastycznych w szkole. Pojedynczy arkusz jest sztywny, dość gruby i absolutnie pozbawiony połysku. Pachnie – przyjemnie.

Powyższe zdjęcie Michała Tokarczuka z projektu White Spiders jest jedną z fotografii, wydrukowaną w ramach "poznawania" możliwości papieru Harman Matt Cotton Smooth. Fot. Michał Tokarczuk http://michaltokarczuk.com/

Przed drukowaniem zdjęć na Matt Cotton Smooth na Epsonie z tuszami UltraChrome K3 (i zapewne innych drukarkach fotograficznych, korzystających z więcej niż czterech tuszów) trzeba pamiętać, aby przestawić tusz czarny z fotograficznego PK na matowy MK. Dokładny opis pozostałych ustawień sterownika drukarki oraz profil ICC dla popularnych urządzeń firm Canon, Epson i HP można pobrać ze strony producenta papieru. Należy docenić takie podejście do nabywców papierów Harman Professional Inkjet. Dzięki temu czas i koszty niezbędne do uzyskania dobrej jakości wydruków są automatycznie zminimalizowane.

Odbitki wydrukowane na papierze Harman Matt Cotton Smooth przy użyciu drukarki Epson SPR3000.

Ponieważ papier nie ma połysku, wydrukowane zdjęcie wygląda zupełnie inaczej niż w przypadku użycia „tradycyjnych” podłoży fotograficznych (np. takich jak mój ulubiony Ilford Galerie Gold Fibre Silk na bazie barytu z charakterystycznym jedwabistym wykończeniem). Pierwsze wrażenie może być naprawdę szokujące jeśli wcześniej nie miało się kontaktu z tego rodzaju matowym podłożem. To co zwraca uwagę, to przede wszystkim olbrzymia szczegółowość tak uzyskanych powiększeń fotografii. A może nie tyle szczegółowość (bo detale można „podkręcić” przy pomocy filtra wyostrzania przed drukowaniem), co raczej wyrazistość różnych drobiazgów, które utrwalone zostały na zdjęciu. Odbitki wyglądają niezwykle – są bardzo plastyczne, mają głębokie, „czyste” barwy.

Kluczem od atrakcyjnego, niecodziennego wyglądu jest wspomniany brak połyskliwości. Odbitka oglądana z dowolnej strony wygląda tak samo (o ile nie została zabezpieczona w ramie pod szybą – odradzam taką metodę prezentacji dla papierów matowych), można ją też spokojnie wziąć w dłonie bez obawy o pozostawienie odcisków palców na zdjęciu. Brak odblasków pozwala się w pełni skupić na motywie przedstawionym na zdjęciu. Mat nie rozprasza widza. Ale jest też skutek uboczny matowego wykończenia: czernie. Chyba żaden papier matowy nie pozwoli odwzorować silnych kontrastów w równym stopniu co papier błyszczący. Inna jest też paleta barw jeśli porównać te dwa gatunki podłoży. Z dużym prawdopodobieństwem na tej samej drukarce uzyskamy pojemniejszy gamut stosując papier błyszczący.

Porównanie gamutów dla papieru Harman Matt Cotton Smooth (kolorowa bryła) i Ilford Galerie Gold Fibre Silk (siatka). Widać wyraźnie, że barytowy papier Ilforda potrafi oddać kolory o większym nasyceniu oraz o mniejszej jasności, niemożliwe do uzyskania na matowym podkładzie Harmana. Wykreślona przestrzeń kolorów to jednak nie wszystko - te wykresy nie oddają innych właściwości jednego czy drugiego papieru, decydujących o ich zastosowaniu do drukowania fotografii.

Osobną sprawą jest jednak to, czy opisane techniczne uwarunkowania mają jakiekolwiek znaczenie kiedy rozmawiamy o fotografii jak o dziele sztuki. Oczywiście w sytuacji, kiedy drukujemy obraz dla klienta jasno definiującego swoje potrzeby i oczekującego wysokiego kontrastu i dużego nasycenia kolorów, papier matowy nie sprawdzi się. Ale z drugiej strony warto sobie uzmysłowić, że wybór konkretnego podłoża z grupy papierów artystycznych dowolnego producenta oznacza ni mniej ni więcej jak interpretację drukowanej fotografii. Decydując się na papier matowy niemal dosłownie określamy w jaki sposób zdjęcie będzie trzymane, oglądane i widziane. Dla samej fotografii ta decyzja artystyczna jest równie ważna jak kompozycja kadru czy użyte oświetlenie.

Zdjęcia z projektu Michała Tokarczuka „White Spiders” można obejrzeć pod adresem http://michaltokarczuk.com/white-spiders/.